Ajerkoniak na powitanie wiosny

ajerkoniak

Dzisiejsza rozmowa z Mamą rozpoczęła się od jej pytania: „zrobiłaś marciszora*?”
Zrobiłam, na powitanie wiosny, marciszora i ajerkoniak, który łaził za mną już od dawna.
——-
Marciszor – „u Rzymian nowy rok zaczynał się pierwszego marca, na początku wiosny, a wszyscy obywatele radośnie i hucznie świętowali to wydarzenie. Wtedy też Rzymianie zamieniali zimowe togi z koloru białego na togi czerwone – był to znak radości z nadejścia wiosny i nowego roku. Od rzymskich tóg przetrwał on do naszych czasów, w miniaturowej postaci dwóch jedwabnych, biało-czerwonych sznureczków splecionych ze sobą małymi frędzelkami oraz dopiętym do nich amuletem mającym przynieść szczęście”. (wg folk24.pl)
Marciszor to początek rumuńskiej wiosny, a że Czerniowce są blisko Rumunii – zawsze nosiliśmy marciszory
mój tegoroczny nie jest na kurtce, ale i tak cieszy oko 🙂
——-
1/2 szklanki cukru pudru wymieszałam z 2 łyżeczkami cukru wanilinowego. 5 żółtek oddzieliłam do miski, ubiłam („ubiłam” oczywiście mikserem, jak dobrze że ktoś go wymyślił!) je nad garczkiem z gotującą się wodą (trzeba uważać, by miska nie dotykała wody, żeby nie powstała jajecznica), dodając cukier. Żóltka powinny zrobić się prawie białe 🙂 (mi to zajęło około 5-7 min)

Odstawiłam miskę na blat, nadal ubijając, wlałam ostrożnie do żółtek 1/2 szklanki wódki (chciałam by ajerkoniak był małoalkoholowy, można oczywście dodać alkoholu nieco więcej) i 200 ml skondensowanego mleka. Ubijałam jeszcze przez chwilę.

Wlałam do butelki, zakorkowałam i odstawiłam do lodówki. Z takiej ilości skałdników wyszło 0,5 l likieru 🙂

Reklamy