Smaki z kredensu. Szczerbet

szczerbet

Myślę, że każdy z nas był choć raz w domu, gdzie mieli kredens… Kredens mieli moi dziadkowie. Było to już wiele lat temu, ale pamiętam do dziś, że pachniał wyjątkowo i że zawsze w nim było coś dobrego.

Każdy z nas ma w głowie taki „kredens”, gdzie przechowuje smaki, z dzieciństwa i domu rodzinnego, z podróży, a nawet z ostatniego obiadu w knajpie. Próbujemy te smaki odtwarzać, czasem to wychodzi, czasem nie… Bo łączą się one z miejscem i czasem… Nawet gdy stają się nieodtwarzalne – trwają w naszym „kredensie”… 🙂

Dziś z „kredensu” wyciągam szczerbet. Przywiózł go ostatnio mój brat. Ulubiony przysmak jednej z moich sióstr. Bardzo popularny na Ukrainie i w Rosji smakołyk wywodzący się z Turcji. Produkowany z mieszanki cukru, mleka skondensowanego, syropu skrobiowego, prażonych orzeszków i nie wiem czego tam jeszcze. Smakuje trochę jak „czekoladowa chałwa”.  Gdy podzieliliśmy się ze znajomymi zdobycznym szczerbetem, padło pytanie: z czym to jeść?… Najchętniej z niczym, by doskonale poczuć jego cholernie słodki smak 🙂  Doskonale smakuje ze świeżutką bułeczką, do niesłodzonej herbaty 🙂 Może być składnikiem mega słodkiego kremu to tortu waflowego. Nasz przydział został zjedzony tuż po zrobieniu zdjęcia z niczym, a nawet bez niczego 🙂

Reklamy