Cantucci

Pewnie wspominałam już nie raz, że lubię Włochy i kuchnię włoską, że chciałabym mieszkać w Portofino 🙂
Żadna kuchnia nie istnieje bez deserów 🙂

Jedną z perełek włoskiej są cantucci
Cantucci poznałam przypadkiem, przyniósł mi je z „Almy” mąż – „spróbuj, ponoć są wyśmienite do kawy”… I.. wpadłam po uszy. Już tego samego dnia szukałam przepisu, by zrobić sobie je w domu 🙂
Są nie tylko wyśmienite do kawy, chrupiące, w sam raz do maczania, ale też łatwe w wykonaniu.

Z 250 gr mąki, 100 gr migdałów (miałam takie w płatkach), 100 gr cukru, 50 gr miękkiego masła, 2 jajek, szczypty soli i 1/2 łyżeczki proszku do pieczenia wyrobiłam dość twardą masę. Uformowałam wałki o średnicy 5 cm. Piekłam 30 min w 150 stopniach.

Wg przepisów należało kroić ostygnięte już wałeczki w ukośne „kopytka”, ja pokroiłam na gorąco – nie rozwaliły się na szczęście. Posmarowałam wierzch ciasteczek roztrzepanym białkiem, ułożyłam każdy kawałek „na boczek” – czyli na ściętą stronę i podpiekałam aż się zarumieniły (powinno było być około 15 min) – się zagapiłam, więc zarumieniły się nieco za bardzo 🙂

Najlepiej smakują z kawą 🙂 Maczane w tej kawie…

Ponoć można je długo przechowywać i nie tracą one swej chrupkości , nie wiem, moje się zjadły podejrzanie szybko 🙂

cantucci

cantucci (1)

cantucci (2)

cantucci (3)

cantucci (4)

Reklamy