Rozmyślania nad koszyczkiem

Kilka dni temu zostałam zapytana przez Pożeraczkę co wkładam do koszyka… I odkryłam, że jestem dziwadłem 🙂 Do koszyka wkładam… tylko jajka i sól. Nie zabieram kiełbasy, zieleniny czy chleba. Na szczęście koszyczek mam przykryty serwetką i nikt nie zobaczy jego zawartości i się nie będzie użalał, jakam ja biedna 🙂

Historia tej a nie innej zawartości zaczyna się dużo-dziesiąt lat temu, gdy na komunistycznej Ukrainie zakazane były wszelkie praktyki religijne. Ludzie spotykali się po kryjomu, udzielano ślubów, chrzczono dzieci, święcono pokarmy, wszyscy o tym wiedzieli, ale nikt nie mógł mówić. Wtedy wychodząc na niby-spacer dziadkowie nieśli do poświecenia schowane głęboko w kieszeni pieczołowicie owinięte serwetką jajko, którym później dzieliła się rodzina. Gdy o tym myślę, wiem, że wtedy to miało prawdziwy głęboki sens. Bez wymyślnych koszyków, ozdóbek i innych cudów.

Czasy się zmieniły… Rodzina się powiększyła, z koszykiem można paradować przez całe miasto. Można do niego włożyć co dusza zapragnie 🙂 Nie mam niczego przeciwko tym koszykowym dziełom sztuki, chętnie je oglądam i podziwiam, ale nasza Mama jednak nadal szykuje do poświęcenia tylko jajka, cały kosz, bo każdy dostanie swoje.

Gdy szykowałam swój pierwszy własny koszyk długo nad tym myślałam…

I od lat zabieram same jajka 🙂 Z solą 🙂

Na te Święta chce życzyć Wam i sobie, byśmy się nie bali być po prostu sobą. Brzmi patetycznie, ale jest to tak bardzo potrzebne i ważne. Niech w naszych sercach zmartwychwstanie to, co umarło, a było dobre 🙂

Smacznego Alleluja 🙂

IMG_4862_1111 IMG_4904_12222

Reklamy