Kulicz

Odwiedziłam wczoraj świąteczny jarmark, napatrzyłam się na pisanki, kurczaki i zające. Nagrzałam się w pierwszych promyczkach słońca… Kupiłam półmisek na świąteczny stół… Chyba czas pomyśleć o wielkanocnym menu 🙂

Obowiązkowym elementem w ukraińskim koszyku wielkanocnym, a później na ukraińskim wielkanocnym stole jest kulicz – wielkanocny chleb, lub inaczej wielkanocna baba. Pieczony w każdej rodzinie, z namaszczeniem, spokojem. Mówi się, że przy wyrabianiu ciasta na kulicz nie wolno mieć złych myśli, nie wolno się kłócić, najlepiej żeby wtedy w domu nie było obcych osób. A gdy ono się piecze, nie powinno się trzaskać piekarnikiem, biegać po domu. Myślę, że jest to rytuał, który pozwala w pewnym sensie wyciszyć się i przygotować się do Święta Wielkiej Nocy.
Wyciągnęłam więc stary przepis, nastawiłam się pozytywnie i… upiekłam kulicz.

30 gr drożdży rozpuściłam w 250 gr mleka, dodałam 200 gr mąki i odstawiłam w ciepłe miejsce (dawniej kulicz piekło się z najlepszej mąki jaką można było dostać… mówi to wiele o znaczeniu jaki on miał w świadomości człowieka). Żółtka z 3 jajek utarłam z 150 gr cukru. Dodałam do wyrośniętego zaczynu. Następnie dodałam ubite 3 białka z szczyptą soli, 300 gr mąki (może być trochę więcej lub mniej), 100 gr miękkiego masła. Wyrobiłam ze składników miękkie ciasto, które odchodziło od ścianek miski. Odstawiłam je w ciepłe miejsce, by podwoiło objętość. Włożyłam do formy (użyłam garnka prawdę mówiąc :)), odstawiłam na 10 min by „odpoczęło”. Piekłam 40 min w 180 stopniach.

Przypomniało mnie się jak zawsze przy pieczeniu bab mama nie pozwalała otwierać piekarnika, prosiła by nie trzaskać drzwiami 🙂

Gotowość sprawdzam patyczkiem lub zapałką (jeśli po wbiciu przykleja się do niej ciasto – nie jest ono jeszcze gotowe).

3

Reklamy