Chrusty

Od kilku tygodni myślę o chrustach 🙂 Ominął mnie tłusty czwartek, więc miałam dziś szansę (prawie że ostatnią), by wykazać się i zdążyć jeszcze w karnawale 🙂

Chrusty zrobiłam wg maminego przepisu z mojego magicznego zeszytu. Nawet miałam tam obrazek jak je należy „zawinąć” 🙂 Pewnie wtedy, lat 10 temu, myślałam, że mogę zapomnieć jak wyglądają chrusty. Jadłam je faktycznie bardzo dawno temu po raz ostatni.

A więc, (proporcje wydały mi się dziwne, więc nieufnie sprawdziłam z innymi przepisami, były podobne) 30 dag mąki + 3 łyżki śmietany (dałam zwykłą 12%) + 2 łyżki masła + 5 żółtek + 2 łyżki cukru pudru (następnym razem dam cukru więcej, jak szaleć to szaleć) + 1 łyżka spirytusu. Wyrobione ciasto wstawiłam na godzinę do lodówki, po czym je rozwałkowałam na blacie posypanym mąką, pocięłam najpierw na paski, a następnie na prostokąty z rozcięciem pośrodku, przez który przełożyłam jeden z końców (jak na obrazku w zeszycie).

Smażyłam chrusty na głębokim tłuszczu do złotego (bardziej lub mniej – czasem się zagapiałam) koloru, odsączałam na papierowym ręczniku, a gdy były już gotowe – posypałam cukrem pudrem.

Zrobiłam też kilka różyczek (pomysł podsunął mi mąż). W tym celu wycięłam trzy kółka różnych rozmiarów, ponacinałam brzegi, by powstały „płatki”, ułożyłam je w „piramidkę” według wielkości (jako „klej” posłużyło białko) i smażyłam podobnie jak chrusty 🙂

Uf! Idę napić się kawy, z różyczką 😛

chrusty

chrusty (1)

chrusty (2)

chrusty (3)

chrusty (4)

chrusty (5)

chrusty (6)

Reklamy