Mamałyga na bogato

Każda bukowińska gospodyni ma garnek do robienia mamałygi. Kiedyś dawno temu przywiozłam do Zielonej Góry w studenckim plecaku mój „mamałygowy garnek” (świetnie nadaje się również do robienia nie-mikrofalowego popcornu). Ostatnio zerknęłam na niego i postanowiłam ugotować mamałygę i Was nią „poczęstować” 🙂

Mamałyga jest daniem prostym, wywodzącym się z Rumunii, ale popularnym również na ukraińskiej części Bukowiny. Podawano ją na śniadanie, obiad i kolację, na zimno lub ciepło, w różnej konsystencji, na słodko lub słono, ze śmietaną, powidłami, sosem grzybowym, jajkiem, skwarkami, bryndzą. Każdy dodatek do mamałygi jest dobry. Jedli ją głównie ludzie biedni, ponieważ było to danie szybkie, tanie i sycące (do dzisiaj Mama mówi do dzieciaków opychających się słodyczami – „nie jedz tego tyle, to nie mamałyga”), ale przy odrobinie fantazji można wyczarować z niej coś „na bogato”.

Więc, dzisiaj mamałyga w wydaniu z pieczonymi żeberkami i sosem grzybowym.

Gdy szykuję marynatę do żeberek (lub ogólnie do mięsa) pozwalam ponieść się fantazji, dodaję do niej, to na co akurat mam ochotę lub co jest pod ręką 🙂 Dzisiaj do musztardy z odrobiną oleju dodałam zmiażdżony czosnek, czerwoną paprykę, kolendrę, bazylię, kolorowy pieprz i sól. Natarte tym misz-maszem żeberka odstały kilka godzin i powędrowały do piekarnika (pozostaną tam w 200 stopniach przez 1,5h).

W tym czasie można zająć się przygotowaniem sosu grzybowego. Grzyby z podzielonogórskiego lasku gotuję 15-20 min w posolonej wodzie. Podsmażam na maśle drobno posiekaną cebulę. Ugotowane grzyby dodaję do cebuli, podlewam wodą i chwilę gotuję, następne oprószam bułką tartą, dodaję zmiażdżony czosnek, śmietanę i doprawiam do smaku.

Teraz czas na główną bohaterkę czyli mamałygę. Do ciepłej posolonej wody wsypuję kaszę kukurydzianą (mąką kukurydziana nadaje się do rzadszej wersji – zwanej banusz). Na jedną szklankę wody przypada jedna szklanka kaszy. Mieszam. Od momentu zagotowania się mamałygi mieszam ją tak długo, aż zacznie odchodzić od ścianek garnka, dodaję masło. Gotuję jeszcze chwilę. Gotowa mamałyga łatwo „wyskakuje” z garnka gdy go odwrócimy do góry dnem, tworząc parujący „chlebek” o przepięknym kolorze. Zawsze w tej chwili przypominam sobie jak ktoś powiedział „to jest słońce i złoto naszej czarnej ziemi besarabskiej”. Tradycyjnie mamałygę kroiło się grubą nitką, jest to bardzo wygodny sposób.
Danie podajemy na gorąco.

Advertisements